O mnie

Moje zdjęcie
Grekokatoliczka zamiłowana w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego. Białorusinka uważająca się za mieszkankę Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Licencjat teologii moralnej.

17 sie 2015

Puzzle przedpielgrzymkowe

Przeżyłam ostatnio jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu -- pielgrzymkę z Rzeszowa na Jasną Górę z grupą św. Józefa Sebastiana Pelczara. Widzę w tym tak niesamowite działanie Opatrzności i doświadczyłam tylu łask, że nie mogę się tym nie dzielić. Samej historii pielgrzymki jednak towarzyszy pre-historia.


Skąd się zrodził pomysł...
Wyjazd do Częstochowy na Forum Młodych pod koniec lipca był w planach oczywistych. Choćby i z przyzwyczajenia. Spotkanie w Nasutowie w połowie sierpnia wpisało się w kalendarz później, ale jeszcze przed wakacjami. Powstało więc pytanie: co robić przez dwa tygodnie przerwy? Do domu się nie opłaca ani materialnie, ani psychicznie (nie lubię przekraczania granicy). Przyjaciel z roku powiedział o ewentualności bycia katechetką na rekolekcjach -- czekałam więc na jakieś szczegóły, które się nie pojawiały... Wewnętrznie miałam jednak już postanowienie: na pewno zostanę w Polsce na ten czas. Zaczęłam pytać ludzi, co można by robić -- może, jakaś praca by się znalazła? Kiedy ktoś (nie pamiętam kto, ale dzięki Ci, człowieku!) rzucił hasło "pielgrzymka", to chyba byłam sceptyczna. Tzn. dawno myślałam o pójściu do Częstochowy, ale było wiele "ale". Za długo, strasznie, zimno, drogo, rzymskokatolicko, ciężko, samotnie, w niewygodnym czasie, nie mam wielkiej miłości do Maryi Częstochowskiej... W co się ubrać, w jakich butach pójść?.. No i jeszcze publiczne ubikacje sprawiają kłopoty...
Idea więc po głowie chodziła, ale krętymi ścieżkami. Weszłam na stronę pielgrzymki lubelskiej, przeraziłam się ilością grup, ale też zastanowiłam się, z która mogłabym pójść. Pogadałam ze znajomym kapucynem -- też zachęcił do pójścia. Jadąc 1 lipca na Białoruś, jeszcze jednak nie byłam przekonana do tego sposobu spędzenia dwóch tygodni. Zostawiłam tę sprawę na później -- zapisy, na szczęście, i tak są krótko przed pielgrzymką.
Sprzątanie moich "ale"
Buty. Kiedym jeszcze nie miała planu, Bóg mnie już przygotowywał. Wieczorem przed wyjazdem na Białoruś weszłam do Biedronki i zobaczyłam skórzane buty w śmiesznej cenie 40 zł -- druga para, którą założyłam, była idealna. W moim przypadku to wcale nie jest oczywiste -- mam spore problemy ze znalezieniem dopasowanych butów. Nie musiałam też być w tym sklepie, mogłam ominąć stanowisko z butami etc. Krótko mówiąc, dostałam od Boga buty -- jak się okazało, właśnie na tę pielgrzymkę. Po niej one się wykończyły, i wcale nie mam im tego za złe: naprawdę wspaniale posłużyły, były bardzo wygodne i oszczędziły moje nóżki.
WC. Trudności z korzystaniem z publicznych ubikacji były dla mnie kłopotem od wielu lat. Na tyle dużym, iż w tym roku ofiarowałam grekokatolicką pielgrzymkę w intencji uzdrowienia z tej dolegliwości -- i już w trakcie tamtej drogi widziałam, że zostałam wysłuchana. Nie jest jeszcze idealnie, ale o wiele-wiele lepiej,
Siły na drogę. Przed wyjazdem do Polski zdążyłam jeszcze przejść jednodniową, ale 40-kilometrową pielgrzymkę z Iwacewicz do Żyrowic. Nie sprawiło mi to dużych trudności -- zobaczyłam, że potrafię iść sporo.
Towarzystwo i wsparcie. W Częstochowie spotkałam poznanego rok temu księdza z Rzeszowa. Nie miałam, zdaje się, aż tak dobrej opinii o nim po poprzednim spotkaniu, ale tegoroczne okoliczności sprawiły, że bardzo mu się ucieszyłam. Polubiłam go. Kiedy więc w trakcie rozmowy jakoś wyszło, że myślę o pielgrzymce i że mogę pójść z nim z Rzeszowa, to -- wg określenia tegoż księdza -- emocje sprawiły, iż poważnie nad tym się zastanowiłam. Zarzuciłam go pytaniami, a jednocześnie patrzyłam, czy nie dostanę od Boga jakiegoś "nie". Nie znalazłam poważnych obiekcji.
Czas. Termin tej właśnie pielgrzymki okazał się najbardziej trafionym: miałam czas na spokojny przyjazd z Forum do Rzeszowa, upranie rzeczy, odpoczynek i wyruszenie. Po pielgrzymce zaś zdążałam dojechać na spotkanie w Nasutowie.
Kasa. We wszystkich kwestiach materialnych mogę z czystym sumieniem powiedzieć: "Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie". Dzięki Bogu oraz braciom i siostrom miałam jedzenie, picie, skarpety, opłatę za uczestnictwo, świetne noclegi... Zresztą, w dniu przed wyruszeniem w pielgrzymkę teksty Mszy świętej zapewniły mnie nad wyraz: z głodu nie umrzesz. Pan naprawdę daje w obfitości!
Jam zmarzluchem! Od zimna byłam zabezpieczona przez Księdza dodatkowym śpiworem, ale tak mi się i nie przydał. Mam nadzieję, że nie jestem jedyną przyczyną tych upałów, ale zdecydowanie mi one były na rękę :)
Matka Boża Częstochowska. Fakt, że przyjechałam do Rzeszowa z Częstochowy, żeby iść do Częstochowy, bardzo mnie śmieszy, ale jest też darem. Dzięki temu wiedziałam, GDZIE idę. To nie był po prostu spacer -- znałam cel.
Życie ciekawsze od marzeń
Kiedy przyjechałam do Rzeszowa i zatrzymałam się w rodzinnym domu Księdza na te dwa dni, co pozostawały do pielgrzymki, początkowo nie mogłam przestać się śmiać. Chyba wyglądałam na nienormalną, ale nie rozumiałam, jakim cudem w końcu rzeczywiście jestem w tym miejscu i wybieram się na Jasną Górę. Lublin -- jak najbardziej, chyba kogoś ze znajomych bym spotkała; Warszawa -- też był pomysł, znajomy zastanawiał się nad pójściem stamtąd. Ale Rzeszów i właściwie słabo znany ksiądz jako towarzysz? Okazało się jednak, że to było błogosławieństwo...
I piękna piosenka
Pomimo bycia wolontariuszem ŚDM, jakoś nie słuchałam oficjalnego hymnu wydarzenia, aż Ksiądz mi go nie puścił ze stwierdzeniem, że jest to piękna piosenka. Nie mogłam się nie zgodzić...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz