O mnie

Moje zdjęcie
Katoliczka. Białorusinka. Licencjat teologii moralnej. Członek Wspólnoty Emmanuel. Za swoje powołanie uważam mówienie ludziom o tym, że każdy ma swoje własne zadanie, swoją misję życia daną przez Stwórcę, spełnianie której prowadzi do szczęścia.

5 mar 2013

Mit o śpiworze

   Pewnego lutowego wieczoru szłam po Warszawie na spotkanie Wspólnoty. Szłam jak zwykle, starając się trochę patrzeć na boki, ale i tak z lekka wchodząc w ludzi.. W którymś momencie właśnie to "z lekka" mnie zastanowiło. Czy nie powinnam się starać, aby uniknąć bicia przechodniów jakąś torbą?... No bo wydaje się jakaś torba miała być.. Torba, torba.. O kurczę, zapomniałam śpiwora w pociągu!

    Co robić?.. Reakcja pierwsza: dzwonić do wszystkich członków Wspólnoty w Warszawie, którzy przyjdą mi do głowy (i których mam numery)... Może by coś doradzili. Tylko co?.. Zresztą, większość akurat nie mogła odebrać telefonu. Reakcja druga: a może jeszcze zdążę wrócić na dworzec? Może, ten pociąg akurat w Wa-wie trochę się zatrzyma? Dzwonię też do przyjaciela, by mi na internecie sprawdził jakiś numer do dworca, no i o której pociąg odjeżdża. Ok, na jaki tu numer zadzwonić nie wiadomo, zresztą i do dworca jeszcze tylko kilka minut. Tyle że pociąg stał przez parę minut i pojechał sobie dalej, na razie do Łowicza.

    Dworzec. Och, jak że ja z tego względu nie lubię Warszawy Centralnej! To jest labirynt Minotaura, a nie instytucja użytku publicznego!! W końcu dobłądziłam do hali głównej. Okienko "Informacja". "Mam taki problem, zapomniałam śpiwora w pociągu RegioExpress, który wkrótce będzie w Łowiczu". "Hm.. W Łowiczu?.. A to do Łowicza my nie mamy numeru..." Jednak nie jest źle, panie z informacji są ogromnie pomocne, ze swoich komórek gdzieś dzwonią, coś się dowiadują, kontaktują. Ja mam czekać pół godziny... jeszcze trochę.. jeszcze z godzinkę.. No dobrze, ja już zmarzłam, od pociągu nie ma konkretnych informacji, a wkrótce on już przybędzie do Poznania. O, Poznań... Mamy tam Wspólnotę!! "Ks. Wojtku, masz kogoś w Poznaniu, żeby mi śpiwór odebrali?.." Jeśli on w ogóle jeszcze jest, bo o Polakach to się różnie mówi...
W końcu zostawiam w informacji swój numer telefonu i zmierzam do swojego pierwotnego celu. Domostwo już się kończy, ale na kolację zdążyłam. Informacji o śpiworze żadnej. Posiłek skończony... Ludzie się rozeszli... Powoli trza przygotowywać się do snu.

Godzina po przyjeździe pociągu do Poznania dostaje sms od ks. Wojtka: "Śpiwór został przejęty".

***
Prawdy o mnie i dla mnie wynikające z tego wydarzenia:
-- Bardzo łatwo zacząć wątpić w miłość Boga przez różne przykre drobiazgi.. A przecież On ma na to swoje przyczyny.
-- Brak pokory. Najgorszą nie była utrata śpiwora, ale świadomość: "Kurdę, JA coś zapomniałam w pociągu!"
-- Wspólnota jest cudna! :)

* I prawda dla wszystkich: nie jest z Polakami tak źle. Śpiwór przewędrował od Warszawy do Poznania i nic mu się nie stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz